niedziela, 15 maja 2011

Wracam !

 Ciszą tu zawiało ale już jestem. Z nową inspiracją i wizerunkiem w głowie.
Zaczęło się dość nietypowo, bo od wyjazdu na który właściwie jechać nie chciałam. Do rzeczy.
    Tym razem w zupełnie innym świetle dał mi się poznać look "na festiwal" jeśli tak można to ująć. W dużym stopniu nawiązujący do czasów hippisowskich czy dzieci kwiatów ale też grungu. Wizerunek musi być potargany, w bałaganie, jakby "od niechcenia" ( jakby, bo przecież wiadomo, że choćby nie wiem jak bardzo naturalny look wydawał się innym, wymaga trochę pracy i sumienności). Nie sposób tutaj nie wspomnieć o ikonie tego stylu - Kate Moss. Niezbędnik - kalosze (np. Hunters, dostępne już także w Polsce) i, najczęściej, odcienie zieleni. Poza kaloszami nadadzą się również delikatne sandałki, jednak koniecznie z jakimiś elementami wokół kostki (z braku takowych można zaimprowizować, świetnie zagra tutaj rzemyk, luźno obwiązany tuż nad stopą).
    Kreując taką stylizację pamiętać należy o swobodzie. Jest to chyba najważniejszy element. Ponieważ styl wywodzi się z imprez masowych, festiwali, bardzo ważna jest wygoda (inną kwestią są ciemne kolory ukrywające brud ;). Oczywiście w tak dobranych ciuchach możemy pokazać się poza festiwalem, dobrze jednak, gdy chociaż pogoda ma z nim coś do czynienia (z autopsji wiem już, że festiwale lubią być deszczowe).
  Aby wzbogacić look o nowszy trend zamiast szarych kolorów świetnie wypadną np. czerwone spodnie, albo luźna koszula w odcieniach ciała - róż, beż, ecru lub po prostu bieli, włożona do spodni.
  Lato nadciąga wielkimi krokami, należy więc zaopatrzyć się w dobry nastrój i zabawić się w nowym stylu, na nowym festiwalu.

Stay beautiful and smart,
xoxo

poniedziałek, 28 marca 2011

To co najlepsze z klasyki.

    Przede wszystkim muzyka (choć lepszy efekt wtedy gdy Audrey śpiewa), ale też kreacja. Piękna, długa, czarna sukienka uzupełniona naszyjnikiem z pereł.
Ideał, kiedy chcemy poczuć się naprawdę elegancko.


    Moon river, wider than a mile
I'm crossing you in style some day
Oh, dream maker, you heart breaker
Wherever you're goin', I'm goin' your way
Two drifters, off to see the world
There's such a lot of world to see.

sobota, 19 marca 2011

Trencz na start.

   Skoro wiosna, to czas przywitać się z wiosennym płaszczem. Trencz króluje również w tym sezonie.
Najlepsze dwurzędowce to za pewne dzieło Burberry (słynny trencz nosiła np. Marlene Dietrich czy Audrey Hepburn). Chociaż nie da się uciec wrażeniu, że ta marka nie ma już wyłączności.
  Klasyczny dwurzędowiec można znaleźć w wiosennej kolekcji Cubus. Płaszcze w H&M, Stradivarius czy ZARA również przyciągają uwagę, choć w modelach dwóch pierwszych widać delikatne odejście od klasyki.
 W zestawieniu z cielistą szpilką, kolorowymi rurkami uzyskamy młodzieńczy, casualowy look. W bardziej formalnym stylu sprawdzi się z ołówkową spódnicą i kozakami. Bez obaw, trencz w standardowym beżowym kolorze pasuje praktycznie do wszystkiego.
        Ale uwaga ! Konkurencja ! I to nie byle jaka, bo zaprezentowana na sezon jesienny parka nie opuści nas w tym cieplejszym czasie. Najlepsza - ta w kolorze zgniłej zieleni. Daje dużą swobodę łączenia z innymi elementami (choć chyba nie aż tak jak w przypadku rywala).


  Wybór między tymi dwoma to oczywiście kwestia indywidualna. Ja już wybrałam- do brązowych kozaków dobieram trencz. Choć niewykluczone, że i z parką wejdę w bliższą znajomość.

     Love,

wtorek, 15 marca 2011

Odzież używana czy już vintage ?

      Podczas poszukiwania kolejnych perełek w nowo odkrytym lumpeksie na ul. Kościuszki zastanawiał mnie fenomen tych stert pomiętych, znoszonych już ubrań.
  No właśnie, więc odzież używana, czy vintage ? Nastała moda na modę, używaną oczywiście. Nie jeden raz zdarzyło mi się licytować z koleżankami, która z nas zapłaciła mniej za co. Bo chyba na tym to polega. Używane = tanie. Wygląda jednak na to, że czasy koszuli za złotówkę czy swetra za cztery odejdą w niepamięć.
Ciuchy właściwie te same, metki tym bardziej. Zmienia się tylko nazwa, z "używana" na "vintage", sklepu lumpeksem też już nie nazwiemy. No i nie ma co kryć, cena zdecydowanie inna. Bo za koszulę vintage złotówki już nie zapłacimy. Zachód już się przyzwyczaił, jeśli vintage, znaczy dwa razy droższe niż w sklepie "normalnym", sieciowym.
Nawet świat high fashion dojrzał tu swoje miejsce. Kate Moss - perfumy o tej śpiewnej nazwie. American Apparel - odrębna kolekcja pod tym tytułem. Nawet Marc Jacobs i Prada poszli z tym nurtem.
     O co właściwie chodzi ?
     W zasadzie, o powrót trendów. Okulary w babcinym stylu, swetry ze śmiesznymi, dziwnymi wzorami.
W gruncie rzeczy - o zabawę. Bo czyż to nie wielka frajda łączyć to, co ultrastare z tym, co supernowe ?
Oczywiście że wielka, dlatego z tą starą nowością tak szybko się nie pożegnamy. I całe szczęście.
   Tylko żeby po kieszeni tak nie dawało ... 

P.S. Ja znalazłam swój "vintage" - kapelusz z piórkiem (choć cena wskazuje bardziej na to, że jest używany)

Lots of love.

poniedziałek, 14 marca 2011

Wariacja na temat tęczy.

        No i jest total look. Od stóp do głów w kolorze. W takim stroju można wywołać wiele przyjemnych emocji. Uwaga przechodniów - gwarantowana. Dla osób mniej odważnych, wersja mini - mi bardzo podoba się zestawienie białej koszuli z zegarkiem w krwistej czerwieni, jakie ostatnio upatrzyłam na billboardzie Palikota. Któż by pomyślał ? Przyjemnym dla oka dodatkiem są też buty w kolorze innym niż zazwyczaj. Duży wybór sprzedawcy dają nam teraz szczególnie w trampkach. Barw tam w bród, a i ceny dla każdego.
Dobrej jakości trampki można zdobyć już za 10 zł.
   Mój kolejny cel - zegarek baby-g Casio.

Musical inspiration.

   Love the shades, warm colours and windy hairstyle.
   Bardzo letnie.